| HISTORIA KOMUNIKACJI MIEJSKIEJ W ZIELONEJ GÓRZE |
Z pewnością ucieszyłby się dziś Richard Fischer,
właściciel linii omnibusowej w Grünbegru w latach 30., gdyby go dziś zaproszono na rocznicę MZK, bo choć 50 lat komunikacji miejskiej jest rocznicą
imponującą to niewątpliwie wiele firm komunikacyjnych w polskich miastach poszczycić się może równie pięknymi jubileuszami. Np. autobusy warszawskie
mają już 84 lata, a gorzowskie tramwaje są sędziwym staruszkiem z setką na karku. Ale historia naszej komunikacji miejskiej sięga dalej niż tylko roku 1954.
Sięga epoki omnibusów, autobusów konnych, linii pocztowych. To zarazem historia Zielonej Góry, której MZK jest częścią. Przedwojenna historia komunikacyjna
Grünberga wciąż czeka na swego badacza. Z tamtego okresu znamy niewiele szczegułów, innych możemy się ledwie domyślać. Z pewnością uznać należy, iż dla
historii komunikacji ważny był rok 1823, kiedy to rozpoczęto w mieście budowę dróg brukowych. Wtedy też Grünberg powoli wyłamuje się ze swych
urbanistycznych średniowiecznych ram, wyznaczonych m.in. przez miejskie mury obronne. Miasto w owym okresie liczyło ok 10 tys. mieszkańców i nie było
rozległe, toteż zorganizowana miejska komunikacja nie była wówczas potrzebna. O wiele ważniejsze dla rozwijającego się przemysłu były połączenia zewnętrzne,
toteż władze miasta prowadziły żywe rozmowy w sprawie włączenia Grünberga do linii kolejowych. Również ważne było podłączenie się do nowo wybudowanej trasy
Wrocław - Berlin, wybudowanie dróg do Kożuchowa i Żar. W 1871r. Grünberg uzyskuje połączenie kolejowe do Gubina i Poznania. W 1904 r. zostaje uroczyście
otwarta linia do Krzystkowic, łącząca miasto z Żarami i Żaganiem. Kolejna linia rusza w roku 1911 - do Kożuchowa i Szprotawy i zastępuje lokalny transport
kołowy. Niestety takie opasanie miasta koleją będzie przez następne dziesięciolecia (np. na ul. Sulechowskiej do lat 70. XX wieku) utrudniać komunikację w
mieście, bo tory przecinają drogi wylotowe.
|
|
[Lata 30. Omnibusy przed wyruszeniem w trasę] |
[Omnibus produkowany przed wojną w zakładach Beuchelta w Grünbergu] |
![]() |
Komunikacja miejska w Zielonej Górze powstała w czerwcu 1954 roku.
Była częścią Miejskiego Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i u początku swej historii dysponowała czterema autobusami marki Star 51, popularnie
określane mianem "stonki". To były nowiutkie autobusy. Z boku wymalowano im miejski herb. Kiedy lakier schnął na karoserii, poznańscy inspektorzy uczyli
zielonogórskie konduktorki kasowania biletów. Wdrażano również system rozliczeń. Biura firmy mieściły się przy ul. Moniuszki, w budynku MPGK, a zajezdnia
kilkadziesiąt metrów dalej, na rogu ul. Fabrycznej i Ogrodowej. (obecnie plac firmy Arwito). W pierwszy kurs autobusy wyruszyły 1 czerwca. Pojechały do
Chynowa, Przylepu, Raculi i Jędrzychowa. W autobusie linii 1 pracowała załoga Eugeniusz Jurkojś - kierowca, Teresa Kiełczykowska - konduktorka. Autobus
jechał z Chynowa okrążał ratusz na Rynku (wówczas pl. Bohaterów Stalingradu) i krętą trasą wiózł pasażerów na Jędrzychów. "Z zewnątrz star wyglądał
wspaniale, o opływowych liniach, z otwieranym dachem, drzwiami na klamki i drabinką z tyłu dla gapowiczów. Na dachu Stara mieścił się bagażnik, z tyłu były
otwierane podwójne drzwi. Jego następca, Star 52, tych drzwi już nie miał. Zarówno kierowcy jak i konduktorki, chodzili wtedy w grubych sukiennych
mundurach, przypominających mundury kolejarzy. Zimą było w nich ciepło, ale latem pracownicy komunikacji spływali potem. Na głowach nosili berety, które
potem zastąpiono charakterystycznymi czapkami kepi. Pracownicy dostawali też długie kożuchy i filcowe buty. Poza tym konduktorki dźwigały ciężkie,
skórzane torby z biletami i pieniędzmi. Jak wspomina Teresa Kiełczykowska, bilety były bardzo tanie. Konduktorki sprzedawały bilety, specjalnymi szczypcami
zaznaczały na górze biletu dzień i miesiąc (nawet na miesięcznych biletach dwuprzejazdowych: do i z pracy) i wydawały 5 groszy reszty, ale wielu pasażerów
zostawiło te drobne, jako napiwek. Po całym dniu jazdy zmęczone konduktorki miały na pociechę sporą sumkę. Konduktorami były wtedy wyłącznie kobiety.
Pierwszym mężczyzną w mundurze kondukora był Jan Żołnieronek. Początkowy przystanek dla wszystkich tras mieścił się przy obecnej "Modzie Polskiej", a
końcowy przystanek przy Delikatesach.
|
|
![]() |
Zielonogórzanie przyjęli komunikacyjną nowinkę z entuzjazmem. Na
przystankach ustawiały się więc długie kolejki, ale chętnych było tak dużo, że wiele osób wracających z pracy nie miało szans wsiąść do środka. Poza tym
miejsca w autobusie całymi dniami okupowały dzieci, których nie sposób było wygonić. Nowinka jednak szybko opatrzyła i pojawiły się głosy krytyki. Już w
sierpniu 1954 roku w "Gazecie Zielonogórskiej" zaczęły się lamenty mieszkańców. Najpierw delikatnie pod tytułem ''Kłopoty z miejską komunikacją''
Jan Bzdęga, korespondent gazety, pisał: "pasażerowie narzekają przede wszystkim na zupełne lekceważenie sobie przez obsługę ustalonych godzin przyjazdu i
odjazdu autobusów." Redakcja skomentowała: "Dołączamy się do prośby towarzysza Bzdęgi z tym, że proponujemy jeszcze, aby mityczny rozkład jazdy przestał
być w końcu "tajemnicą służbową" kierowców autobusów, a został podany do wiadomości mieszkańców Zielonej Góry. W tym celu prosimy o zamieszczenie na
przystankach odpowiednich tabliczek informacyjnych. Tak to, bowiem początkowo wyglądało, że rozkład jazdy mieli tylko kierowcy autobusów. Na przystankach
za wisiał jedynie żółty znak z czerwoną literą A. We wrzeniu 1954 roku gazeta poszła na całość i pod hasłem "Otwieramy dyskusję" wezwała czytelników do
wypowiadania się w cyklu artykułów, Co nam się nie podoba w pracy miejskiej komunikacji autobusowej". Redakcja stwierdziła, że dotychczasowa krytyka nie
odniosła skutku, MPGK to "twarda sztuka" i ruszyła lawina skarg, że wciąż kierowcy jeżdżą jak chcą, konduktorzy wpuszczają pasażerów, jak im się podoba, a
mieszkańcy naiwnie czekają na przystankach, aż uda im się wsiąść w końcu do jakiego autobusu. Jeden z czytelników, który próbował załapać na połączenie
przy ul. Kożuchowskiej, rozzłoszczony na kierowcę, dogonił go przy ratuszu sprawdził, czy rzeczywiście autobus był przeładowany. Innym wyjątkiem publicznej
krytyki pod adresem komunikacji były bilety miesięczne. Obowiązywał wtedy w Zielonej Górze przepis, który nakazywał konduktorom, aby do godz. 8 rano
wpuszczali pasażerów z biletami miesięcznymi. Różnie to chyba bywało, bo mieszkańcy mieli pretensje, że nie mogą zdążyć do pracy. Z.Jamont apelował w
"Gazecie Zielonogórskiej:, dopiero wtedy (do godz. 8 - red.), kiedy są w autobusie jeszcze wolne miejsca, można zabierać również gospodynie udające się na
targ, czy przekupki z mlekiem i warzywami.
|
|
![]() |
Mijały miesiące, a mieszkańcy nie darowali komunikacji żadnego
potknięcia. Tytuły prasowe mówią same za siebie: "Oj, te autobusy", "Poprawy nie widać". Redakcja rozdarła szaty, alarmując: "niejedno pióro stępiło się w
naszej redakcji pisząc o niepoprawności zielonogórskiej komunikacji autobusowej". Czytelnicy wytykali: kierowcy stali za długo pod ratuszem, a kierownictwo
MPGK tylko dla świętego spokoju zmieniło miejsca postoju na Chynów, Raculę, Jędrzychów i Przylep (od tej pory postoje były tylko na wioskach). Tam to
dopiero kierowcy robili, co chcieli. Z donosów czytelniczych wynikało, że drzwi autobusów zwykle otwierały się przed wielkimi kałużami i kupą błota. Jedno
jest dziś pewne: aż trudno sobie wyobrazić wygląd zielonogórskich ulic, skoro dla redakcji gazety jedynym sposobem na ten problem było masowe rozsypywanie
żużla z miejskiej gazowni. Gdy z kolei zaczęły się pierwsze awarie starów, mieszkańcy zarzucali kierowco, że nie umieją nimi jeździć i stąd autobusy
zaczęły się tak szybko psuć. Zielonogórzanie narzekali, ale autobusami namiętnie jeździli. W pierwszym roku działalności miejska komunikacja przewiozła
prawie milion pasażerów! Rok 1955 to skok w przyszłoś. Miejska komunikacja rozwijała się jak na tamte czasy błyskawicznie, choć dziś informacje na ten
temat budzą uśmieszek. W listopadzie osiem autobusów jeździ na czterech liniach: do Raculi, Chynowa, Jędrzychowa i Przylepu. Coraz więcej zielonogórzan
przekonuje się do tego transportu. "Gazeta Zielonogórska" wylicza, że w lipcu z miejskiej komunikacji skorzystało 64 tys. osób, a we wrzeniu 74 tys. W
miecie zaczęto więc mówić o większej liczbie autobusów w 1956 roku, nowych liniach do Łężycy i Wilkanowa i przede wszystkim o nowej bazie dla
przedsiębiorstwa komunikacyjnego.
|
|
![]() |
Najpierw kątem autobusy stały w Zakładzie Oczyszczania Miasta.
Potem przeniosły się do opuszczonych przez "Polską Wełnę" budynków przy ul. Fabrycznej, ale - co wtedy było dużym wykroczeniem - komunikacja zajęła te
pomieszczenia bez oficjalnego przydziału lokalowego. Co gorsza, kierowcy i mechanicy naprawiali samochody pod gołym niebem, czy padał śnieg, czy deszcz.
Nic dobrego z takiej roboty nie mogło wyniknąć. Dziennikarze "GZ" przez listopad i grudzień produkowali - jak kolejne odcinki powieści - dramatyczną
historię braku zajezdni dla MPGK. Pojawiła się propozycja stworzenia zajezdni przy ul. Miodowej. Ale tam dobrze się czuła i nie miała zamiaru sie stamtąd
wyprowadzać Centrala Obrotu Zwierzętami Rzeźnymi z Sulechowa. Władze miejskie i wojewódzkie były publicznie łajane za brak decyzji i ospałość działania.
Dziennikarze wyliczali nawet, ile dni minęło od ostatniego artykułu na temat zajezdni. Od 26 listopada ruszyły dwie nowe linie autobusowe: dworzec kolejowy
- Wilkanowo i dw. kolejowy - Łężyca. Rozszerzona została także sieć połączeń wewnątrz miasta. Co ciekawe, informacje na ten temat "GZ" podała w przeddzień.
Rozkładów jazdy wtedy jeszcze na przystankach nie było. I władze, i MPGK liczyły więc na pocztę pantoflową, w rozpowszechnianiu nowości komunikacyjnych.
|
![]() |
Firma liczyła 56 pracowników i dysponowała 14 starami. Po lamentach
prasy i korowodach z władzą uruchomiono nowe linie - do Świdnicy, Słonego, Droszkowa, Czerwieńska, Starego i Nowego Kisielina. A rok później, czyli w
1957r., nadszedł czas przeprowadzki. MPK przeniosła się z ul. Moniuszki na ul. Dąbrowskiego pod numerem 15, gdzie jest do dziś. Plac manewrowy był ogromny,
błotnym polem, a cała administracja mieściła się w przerobionej stodole. Budynek ten przetrwał zresztą do dziś. Z Głogowa sprowadzono konstrukcję hangaru
lotniczego i w niej wybudowano warsztaty naprawcze, również istniejące do dziś Urządzono kuźnię, magazyn, biuro dyspozytora ruchu. Jedynie wodę do mycia
autobusów trzeba było beczkami wozić ze śródmieścia. Nie było jeszcze wiaduktu na al. Zjednoczenia, więc autobusy zatrzymywały się na przystanku obok
zajezdni. W 1958r. miejska komunikacja ogłasza: zmniejszamy o połowę sprzedaż biletów miesięcznych. W tym czasie z linii do Chynowa korzystało 360 osób.
Wypada więc, że miesięcznie dostanie ledwie 180 zielonogórzan. Dyrekcja tłumaczy: "mamy 14 autobusów, w tym 3 zwykłe w remoncie. Pojazd Star przewozi 60
pasażerów, gdy normy dopuszczają 30. Dochodzi do wypadków. Ostatnio z autobusu "102" wypchano kobietę, która w stanie ciężkim trafiła do szpitala. Ponadto
pękają resory i hamulce. Drogówka zabroniła przewozu więcej niż 30 pasażerów.". Mieszkańcy Przylepu i Kisielina muszą przesiąść się do pociągu, a Ochli i
Chynowa do autobusów PKS. Rzut oka na cennik: w 1959 bilet z Zielonej Góry do przylepu kosztował 75 groszy.
|
|
[ Budowa konstrukcji hali nr 1. Zajezdnia przy ul. Dąbrowskiego ] |
[ Pracownicy warsztatów przed halą remontową ] |
[ Legitymacja uprawniająca do kupowania ulgowych biletów ] |
![]() |
W roku 1965 zlikwidowano stanowisko konduktorki. Oficjalnym powodem
były oszczędności, ale przy okazji dyrekcja chciała usunąć romanse
między konduktorami a kierowcami (choć niewiele tych związków zakończyło się do dziś małżeństwami). Sprzedaż biletów przejęli kierowcy. W 1966 r. sieć
komunikacyjna MPK podzielona była na część stref. Bilet ulgowy w mieście kosztował 20 gr, normalny 80 gr. W ciągu roku miejska komunikacja przewiozła 15, 6
mln pasażerów. Pod koniec lat 60. MPK uruchomiło taksówki osobowe(popularne "garbusy", czyli Warszawy M-20) i bagażowe (marki Żuk). To był pomysł ówczesny
władz na walkę z prywatną inicjatywą. Taksówki pojawiły się we wszystkich polskich miastach, gdzie działała publiczna komunikacja. Szefem zielonogórskich
taksówkarzy został Zenon Pietrzak. Wszystkie auta, a było ich kilkanaście, oznakowano charakterystyczną szachownicą (prywatne taksówki miały na bokach paski).
Szybko jednak okazało się, że miejska taksówka to nieopłacalny interes. Niektórzy kierowcy nie "przełamywali" licznika i pieniądze za kurs trafiały do ich
kieszeni. Zdarzał się też handel częściami zamiennymi. Dlatego niemal po trzech latach dział zlikwidowano, a taksówki sprzedano. I mimo że poprzednio
kierowcy narzekali na graty, którymi jeździli, 95 % z nich wykupiło auta, przemalowano szachownice na pasy i stanęło na postoju, jako prywatni taksówkarze.
|
|
[ Załoga: konduktorka Władysława Kwiecień i kierowca Stanisław Michalski ] |
[ Szef taksówek MPK Zenon Pietrzak w firmowym aucie ] |
![]() |
O kilka lat dłużej przetrwały bagażówki. Co ciekawe, za ich
kierownicami zasiadały również kobiety, m.in. Władysława Jackowska czy Renata Mościenica. Niektóre z nich były dawniej konduktorkami. Kiedy i taksówki
bagażowe odeszły do lamusa, część kobiet przeniesiono do warsztatów, inne do punktu kontroli. Kontrolerzy jeździli autobusami do momentu, kiedy pojawiły
się słynne kasowniki z wajchą, czyli KRAKI. Wtedy zaczęli podjeżdżać na przystanki, by urządzać kontrole z zaskoczenia. Rok 1968. Za bilet ulgowy
zielonogórzanie płacą 50 gr, za normalny 1, 50 zł. Dwa lata później MPK wyprowadza punkt sprzedaży biletów z budynku przy ul. Żeromskiego. Po remoncie na
długi czas zadomowi się tam Cepelia. Dla MPK, niepodzielenie zrośniętego z komunikacyjnym krwiobiegiem miasta, przychodzi czas na zmiany. W sierpniu 1970
r. przebudowywano jest ul. Żeromskiego, od tej chwili zamknięta dla ruchu. Rozważa się zamknięcie dla pojazdów placu Bohaterów Stalingradu i al.
Niepodległości oraz zlikwidowanie dwukierunkowego ruchu na ul. Moniuszki. Rozwija się strefa przemysłowa. Zajmuje aż 200 ha. W sąsiedztwie MPK działa 30
zakładów. Zaplanowane jest poszerzenie i przedłużenie ul. Dąbrowskiego, do pracy w strefie dojeżdża mnóstwo ludzi, więc potrzebne są zmiany w komunikacji.
Stąd nowe połączenia autobusowe między strefą a os. Piastowskim. W październiku 1971 roku premier Piotr Jaroszewicz przecina wstęgę na wiadukcie na ul.
Sulechowskiej. Kończy się epoka kolejek przed przejazdem kolejowym. Wybudowany dla uczczenia VI Zjazdu PZPR wiadukt, po kapitalnym remoncie w latach 90.
służy do dziś.
|
|
[ Lata 60. Pracownice administracji stoją przed autobusm marki San. W głębi widać sutobusy Star 51 ] |
[ Lata 60. Prowizoryczna "Kuźnia" w zajezdni. Mechanicy Wagner i Biodrowski ] |
![]() |
1 stycznia 1974 r. powstaje oddział MPK w Nowej Soli. Jego system
pracy był bardzo skomplikowany. Autobusy garażowały na miejscu, ale trzeba było przywozić kierowców. Kierowcy o godz. 4:30 wyruszali z Zielonej Góry,
autobusy kursowały po Nowej Soli do 13:30, wracały do Zielonej Góry, by zatankować i z nowym kierowcą znów gnały do Nowej Soli. Wkrótce jednak zrezygnowano
z tego mało wydajnego systemu. Kierowcy na drugą zmianę zabierali się jednym autobusem, a tankowanie zorganizowano w Nowej Soli. W tym samym roku powstaje
regulamin dla pasażerów. Prawdopodobnie był to pierwszy regulamin w historii zielonogórskiej komunikacji. W mieście działa wtedy 19 linii autobusowych.
Lata 70. to zupełnie inne podejście do pracy w MPK. Nie wiadomo, jakim sposobem, ale w lipcu 1974 roku okazało się, że przedsiębiorstwo wykonało z nadwyżką
plan przewozów. Nie wiadomo, bo przecież autobusy jeździły wg rozkładu. Więc jakim cudem mogły przejechać trasy z nadwyżką? Prawdopodobnie wzięło się to z
tego, że z nadejściem lata rozpoczęły się kursy turystyczne od Droszkowa i Wilkanowa. Po drodze autobusy zabierały dodatkowych pasażerów. I wtedy te kursy
dodano do planu. W ogóle to były dobre chwile w rozwoju MPK. Budynki firmy przy ul Dąbrowskiego gustownie odmalowano, "aby podnieść estetykę". Z tego też
powodu wyjechali zbiorowo na grzyby i do ośrodków wypoczynkowych. W 1974 r. MPK ma już 27 linii i uruchomione linie 52 i 53. 1 kwietnia zielonogórskie MPK
otworzyło oddział w Głogowie. Oddział dysponował siedmioma autobusami i dwiema Nyskami. W Głogowie zatrudnione były 33 osoby, w tym 17 kierowców i 8
mechaników.
|
|
![]() |
W Zielonej Górze mieszka już 82 tys. osób, według prognoz w 1990
roku liczba ta ma się podnieść do 140 tys. Z okazji 20-lecia PKM pojawiły się w "GZ" wspomnienia i porównania. W 1954 roku linie autobusowe liczyły
zaledwie 16 km, a w 1974 roku już 281 km, z czego 146 w samym mieście. Kierowcy nie mieli lekkiego życia, bo zaledwie 60 km dróg było wyasfaltowanych,
26 km utwardzonych i aż 52 km z nawierzchnią żużlową. Byłoby lepiej, ale znów nawaliła Rafineria Nafty w Czechowicach. Miała dostarczyć do Zielonej Góry
100 ton asfaltu, a przysłała tylko 37... z pismem, że więcej nie da. Mieszkańcy o zmianach w rozkładzie jazdy, nowych połączeniach są już informowani w
"GZ". PKM wysyła więc z własnej inicjatywy informacje dla zielonogórzan. Chociaż nie odbywa się bez przytyków pod adresem komunikacji. W tych latach na
gwałt przebudowywano wiele dróg, skrzyżowań w Zielonej Górze, bo dotychczasowe rozwiązania nie pasowały do znacznie większego niż w latach powojennych
miasta. I tak przebudowa ul. Botanicznej wywołała zamieszanie w kursowaniu jednej z dwóch najważniejszych linii "zerówki". Jedne autobusy na tej trasie
dojeżdżały do ul. Głowackiego, inne do kąpieliska przy ul. Botanicznej, a pozostałe do ul. Zawiszy Czarnego. Pasażerowie przez długie tygodnie nie
wiedzieli, gdzie dojadą. Podczas jazdy przez miasto niektórzy pasażerowie mieli pecha i padali ofiarą złodziei. I tak 22 września 1974 roku Genowefa M. na
linii 7 straciła portfel z 3, 5 tys. zł. Przytomnie podała milicjantom portrety pamięciowe. Jeszcze tego samego dnia jeden ze złodziei - Stanisław S. -
został złapany przez stróżów prawa. Wydał też swojego wspólnika. Udało się odzyskać część pieniędzy. Od 27 września autobusy linii 0, 6, 7 zaczęły jeździć
ulicą Bema. Zlikwidowany został przystanek koło barki "Plastuś" przy ul. Boh. Westerplatte. W mieście obowiązywały rozkłady świąteczno-niedzielne.
|
|
[ Łopaty w dłoń, czyli odśnieżanie zajezdni ] |
[ Lata 70. Warsztaty samochodowe w zajezdni przy ul. Dąbrowskiego ] |
![]() |
A jak wyglądały ówczesne trasy dwóch najważniejszych
linii? 7 Jechała od ul. Partyzantów przez Wrocławską, Nowotki (obecna Lwowska), Waryńskiego, Bema, Sulechowską, Westerplatte, Reja, Jedności Robotniczej,
(obecnie Jedności) Łużycką, Gwardii Ludowej (obecnie Wyszyńskiego), Ptasią, aż na Zawadzkiego. Natomiast linia "0" prowadziła od ul. Niecałej przez
Podgórną, Waryńskiego, Bema, Sulechowską, Westerplatte, Reja, Jedności Robotniczej, 1 Maja, Jaskółczą Botaniczną, do pętli przy Zawiszy Czarnego. W centrum
autobusy zatrzymywały się przy słynnym Domu Chleba na obecnym pl. Powstańców Wielkopolskich. W PKM musiało się wtedy naprawdę dobrze dziać, bo "Gazeta
Zielonogórska" na wiele tygodni straciła zainteresowanie dla komunikacji miejskiej. Uwagę odwróciły wolne soboty - nowość w rytmie miejskiego życia. Bez
przerwy zadawano w publikacjach pytanie jak mają być czynne sklepy. Każda wolna sobota wywoływała niebywałe zamieszanie. Tymczasem miejska komunikacja żyła
innymi problemami. Pojawiły się nowe, inne linie, przybywało autobusów, ale kierowcy nie pchali się do pracy w firmie, gdzie na pierwszą zmianę trzeba było
wstawać w środku nocy. Początkujący kierowcy jeździli najpierw na liniach bezbiletowych, czyli miejskich: 0, 1, 4, 7. Dopiero, kiedy nabrali wprawy,
przesiadali się na linie podmiejskie. Tam jeździli kierowcy, których firma darzyła już zaufaniem i upoważniała do sprzedaży biletów. Najpopularniejszymi
wówczas autobusami były Sany. Najpierw na zielonogórskich ulicach królował San H 27 z trójdzielną przednią szybą, potem nastał San H 100 z dwuczęściową
szybą i pneumatycznymi drzwiami. Nikt wtedy nie marzył o ogrzewaniu wewnątrz pojazdu, więc mroźne zimy kierowcy upychali klapy w podłodze, by, choć trochę
ogrzało ich buchające z chłodnicy ciepło. Było nieco cieplej, ale kierowcy okupowali to pracą w potwornym hałasie silnika zwanego "rechotem".
|
[ Lata 70. Autosan pędziw górę ul. Sulechowskiej ] |
[ Sany H-27 w drode z Sanokiem do Zielonej Góry ] |
[ Autobus San H-27 ] |
![]() |
We wrześniu 1975 r. powstaje oddział w Żaganiu, obejmujący zasięgiem
równie Żary. PKM się rozrasta. Do Żar kursuje pięć linii nr 60, 61, 62, 63, 64. Autobusy PKM dojeżdżają aż do Olbrachtowa. Również w Żaganiu działa pięć
linii. Ale z kolei 31 grudnia 1975 r. od zielonogórskiej centrali oddziela się oddział w Głogowie. To efekt reformy administracyjnej kraju. Głogów znajduje
się teraz w województwie legnickim. W 1978 r. znów pojawiają się kłopoty z naborem kierowców (PKM miało już wtedy 140 autobusów). Z kolei w Zespole Szkół
Mechanicznych w ZG powstaje klasa, w której uczą się przyszli mechanicy PKM. Pod koniec lat 70. w autobusach pojawiają się pierwsze radiotelefony.
To aparaty typu ZEW, działające tylko w jednym paśmie. Jakość fatalna, autobus w Czerwieńsku był praktycznie poza zasięgiem. Radiotelefonów było mało,
więc przypadał jeden na linię autobusową, ale wszyscy cieszyli się z tego technologicznego skoku. Rozpoczęły się lata 80, a wraz z nimi czasy
"Solidarności". Do firmy przychodzi nowa dziewczyna, Barbara Langner. Zostaje specjalistą ds. rozliczeń paliwa w Dziale Przewozów. Pół roku później awansuje
na zastępcę kierownika Działu Przewozów. W latach 1981-82 szczecińskie biuro projektów opracowało strategię rozwoju komunikacji miejskiej w ZG.
Plany sięgały aż do roku 1995. Według założeń planistów miasto miało się dynamicznie rozwijać i pod koniec lat 90. liczyć 160 tys. mieszkańców. W
prognozach określono precyzyjnie, że w 1995 r. PKM potrzebować będzie 180 autobusów, z czego 135 w stałym ruchu! W planach założono więc budowę nowej,
wielkiej bazy autobusowej przy Trasie Północnej, pomiędzy ul. Dekoracyjną a Batorego, która zaspokoiłaby rosnące potrzeby mieszkańców. Ale planów tych
nigdy nie zrealizowano. Nikt wówczas nie przewidywał, że tak szybko rozwinie się transport indywidualny z powodzeniem konkurujący z komunikacją
zbiorową.
|
|
[ Barbara Langner od 1992 r. dyrektor MZK ] |
[ Budynek administracji tuż przed rozbudową ] |
[ Mgr inż. Zbibniew Rycerz, dyrektor PKM w latach 1982-87 ] |
[ Budowa nowej dyspozytorni ] |
![]() |
W latach 1958 r. WPKM dysponowało już 121 autobusami, które kursowały
na 22 liniach. W ciągu tego roku zielonogórska komunikacja przewiozła 42 mln pasażerów. Miasto się rozrasta. Firma zmienia szyld. Skoro ma oddziały w Nowej
Soli i Żaganiu staje się przedsiębiorstwem wojewódzkim. Najważniejszym wydarzeniem komunikacyjnym dla mieszkańców było ustanowienie od 19 grudnia 1988 roku
przystanków dla "zerówki" i "siódemki" na dworcu PKP. Po cyklu artykułów w "Gazecie Lubuskiej", w których wyrzucano władzom miasta i WPKM, że trzeba
jeździć na dworzec taksówką albo dochodzić pieszo, wreszcie udało się zmienić plan jazdy. Dziennikarz Antoni Łusiak z "GL" zaprosił na dyskusję w redakcji
Henryka Ralcewicza - dyrektora WPKM, Mariana Badziąga - dyrektora Pracowni Inżynierii Miejskiej, Ryszarda Szymankiewicza - kierownika Wydziału Komunikacji
i czytelników. Jeden z nich, Wojciech Haupe, przyszedł nawet z odręcznie zrobionym szkicem schematu komunikacji w okolicy dworca PKP. W każdym razie grono
pojeździło autobusami, popatrzyło na dworzec, posłuchało mieszkańców i ustawiło przystanki przy dworcu. To rzeczywiście był problem. Wtedy codziennie do
miasta przyjeżdżało do pracy ok. 15 tys. ludzi, oprócz nic także młodzież do szkoły. Za to nie było chętnych na uruchomiony już od dłuższego czasu kurs
nocny. Autobusy jeździły puste, więc WPKM zawiesiło połączenia. Jak trzeźwo zauważył dziennikarz "GL", "Ikarusy i jelcze nie są przystosowane do wożenia
powietrza". Zmiany rozkładu jazdy wywołują jak zwykle reakcje za i przeciw.
|
|
![]() |
Znów czas politycznych przełomów i początku kapitalistycznej
gospodarki. W Polsce czas pierwszych wolnych wyborów. W firmie dyrektorem jest Andrzej Dziewa (za zdjęciu po prawej). Jest rok 1989. MPK
dysponuje 84 autobusami w tym: 21 przegubowymi Ikarusami, 31 Jelczami Berliet, 32 Jelczami M11. Codziennie na trasę wyjeżdża średnio 55 pojazdów, w
szczycie 62, latem 42. Rok później na mocy ustawy przedsiębiorstwa komunikacyjne przestały być firmami państwowymi, a stały się komunalnymi. MPK
się odchudza. Likwiduje część swoich służb pomocniczych i zaleca ich obowiązki firmom zewnętrznym: sprzątanie przystanków, pomieszczeń, mycie wnętrz
autobusów, utrzymywanie placów i zieleni, reperacja odzieży robotniczej oraz zaopatrzenie. Przynosi to oszczędności rzędu 20 %. Na autobusach
pojawiają się pierwsze reklamy. Wtedy rozpoczyna pracę pierwsza firma kontrolerska o wspaniale i egzotycznie brzmiącej nazwie Ninjex. Teresa Kiełczykowska,
najstarsza kontrolerka w firmie, odchodzi na emeryturę. Wraz z odejściem kończy się epoka firmowych "kanarów". Od tej pory na gapowiczów polować będą tylko
wynajęte firmy. Lata 90. to serial pt. "podwyżki cen biletów". Przyczyn było wiele, przede wszystkim galopująca inflacja i zmiana właściciela. Miasto tym
samym wzięło na siebie dotacje do działania komunikacji. Inflacja wciąż była wysoka, władze ZG chciały jedynie dotować bilety w mieście i nie były
zainteresowane dopłacaniem do linii podmiejskich. Jest coraz goręcej. Na początku marca Rada Pracownicza i Zakładowa Organizacja Związkowa MPK zwołała
nadzwyczajną naradę. Przyszło kilku radnych z miasta, ale z gminy tylko jeden. Przedsiębiorstwo udowodniało, że utrzymuje się nie tylko z gminnych dotacji,
ale samo też dodatkowo zarabia: prowadzi własną sprzedaż paliwa, radio CB, sprzedaje reklamę na autobusach, oddało 17 autobusów w dzierżawę. Zapowiedzi
podwyżek cen biletów oburzają mieszkańców. "GL" drukuje artykuł pt. "Czy nasze miasto musi kroczyć przed orkiestrą?" Czytelnicy przywołują Balcerowicza,
że zapowiedział 30 % inflację, a bilety mają podrożeć o 100 %. Podobno nawet w Warszawie są tańsze. Pada propozycja wprowadzenia biletów sieciowych, bo w
mieście mieszkańcy jeżdżą na jednorazowych lub miesięcznych.
|
|
[ Instrukcja kodowania kasownika igłowego ] |
[ Lata 90. Jelcz PR110 przed Domem Towarowym "CENTRUM" ] |
![]() |
Na marcowej sesji Rady Miejskiej pojawia się nawet
propozycja na prywatyzację MPK. Przedsiębiorstwo jest badane przez niemiecką firmę konsultingową. To nie prima aprilis, ale od 1 kwietnia zaczęły obowiązywać
w Zielonej Górze nowe taryfy na bilety: jednorazowy normalny kosztował 1800 zł, ulgowy 900 zł. Wprowadzone zostały imienne bilety. Pomysł spodobał się
mieszkańcom - w ciągu 4 dniu MPK sprzedało 20 tys. biletów miesięcznych. Ale tu pojawił się pojawił nowy problem - tasiemcowe kolejki do dwóch punktów
sprzedaży - przy ul. Wyszyńskiego i Dąbrowskiego. W MPK rośnie aktywność pracowników poza pracą. W maju kierowcy Ludwik Roszkiewicz, Janusz Załóg i Roman
Wawer zdobywają pierwsze miejsce w olimpiadzie ze znajomości przepisów drogowych. Zdjęcie wręczania nagród po lewej. Na prośbę radnych MPK
przygotowało inne wersje biletowe dla zielonogórzan, m.in. bilety tygodniowe i jednodniowe, zarówno ulgowe i normalne. Ale na gadaniu się skończyło, bo radnym
odechciało się decydować o zmianach. W ZG przybywa studentów WSP, zwłaszcza zaocznych. Ożywa os. Zacisze. Poza tym trzeba połączyć jedną trasę komunikacyjną
os. Pomorskie z WSP. Stąd w maju 1991 roku uruchomione zostały dwie nowe linie 13 - os. Pomorskie - WSP oraz 16 - os. Pomorskie - ul. Naftowa. 25 kwietnia
zielonogórscy radni zdecydowali, że MPK stanie się zakładem budżetowym. Już pod nową nazwą (czyli dzisiejsze MZK) firma wkroczyła w najnowszy etap swej historii.
|
![]() |
Stara firma pod nowym szyldem zaczęła działać 11 maja 1991 roku.
Koniec maja to początek dzisiejszej wersji przedsiębiorstwa komunikacyjnego. Radni uchwalają powołanie Miejskiego Zakładu Komunikacyjnego w miejsce MPK.
To nie tylko zmian nazwy. Nowy status daje firmie ulgi podatkowe. MZK podlega Radzie miejskiej, dyrektora w drodze konkursu wybiera Zarząd Miasta, ten
także ustala wynagrodzenia. W statucie pracownicy zagwarantowane mając, że jeśli zmieni się system wynagrodzeń, to oni na tym nie stracą. Ale nie tylko
z tego powodu był to ważny rok dla zielonogórskiej komunikacji.1 czerwca 1991 r. wyruszył w trasę autobus prywatnej firmy komunikacyjnej "GRAB".
Autobusy te obsługiwały trasę Krępa-Ochla. Firma wydrukowała własne bilety, które można było kupić w kiosku w Zawadzie, w Ochli u sołtysa i w Zielonej
Górze przy ul. Wyspiańskiego (od godziny 15), ale także u konduktora. "GRAB" wprowadził też bilety miesięczne i legitymacyjne sprzedawane w Krępie u
sołtysa. Linia nosiła znamienny nr 100. Kiedy "setka" wyjechała w trasę, MZK zawiesił kursowane linii 21, 22, 27. Tymczasem trafia się gratka. Miejska
komunikacja w Cottbus za bezcen chce się pozbyć autobusów. Właśnie dostała nowe autobusy od swojego Wielkiego Brata z zach. Niemiec, więc sprzedaje
Ikarusy 280.02 po 1000 marek za sztukę. Szefostwo nie zastanawia się długo i kupuje pięć autobusów. Otrzymują one numery boczne 101-105. Jeden z nich,
105 jest przedstawiony na fotografii obok. W sierpniu 1991 kierowca Roman Ziemski odbiera niezwykłe wyróżnienie: szefostwo firmy JELCZ nagradza do
za przejechanie 500.000 km bez kapitalnego remontu silnika, skrzyni biegów czegokolwiek. Ziemski odbierał "swój" autobus w JELCZU w 1982 r. i od tej
pory jeździł nim aż do emerytury.
|
|
[ Czerwiec 1991. Pożegnanie dyrektora Andrzeja Dziewy ] |
[ Rok 1992. Remont myjni autobusowej ] |
![]() |
Dopiero wtedy przekazał pojazd innemu kierowcy. W siedzibie MZK wielkie
reformy. Węzeł cieplny zostaje całkowicie zautomatyzowany, trwa wymiana instalacji grzewczych, okien i drzwi. Rok później z autobusów znikają lśniące
metalowe kasowniki Bolowce, zastąpione przez urządzenia elektroniczne. 1 kwietnia 1992r. dyrektorem MZK zostaje Barbara Langner. W latach 1993-94 MZK się
reorganizuje czy też, jakbyśmy dziś powiedzieli - restrukturyzuje. Następuje połączenie działu zaopatrzenia z działem technicznym. oraz działu służby
pracowniczej z działem ekonomicznym. Oszczędności to pięć etapów i trzy zbędne pojazdy. Specjalistyczna firma przejmuje całodobowe zaopatrzenie MZK w części.
Komunikacja może wreszcie opróżnić swe magazyny z części wartych 200 tys. zł. Od tej pory płaci już tylko za części po ich zmontowaniu i sprawdzeniu,
z czego bardzo cieszy się współautor tych zmian, główny księgowy Mieczysław Jargas. W 1993 roku wszystkie autobusy wyposażono w autokomputery. Autobusy
znalazły się na elektronicznej smyczy. Komputer rejestruje parametry silnika, godziny, w jakich autobus zatrzymuje się na przystankach, liczbę otwieranych
drzwi, a nawet liczbę skasowanych biletów. Wszystko to w znakomity sposób poprawiła realizację rozkładu jazdy, można też dokładniej rozliczać kierowców z
wykonanej pracy. 30 września 1993 roku kończy się epoka prywatnej linii "GRAB". Pasażerowie nie są zadowoleni z pogarszających się usług. Zdarzają się
przypadki, że z powodu braku paliwa autobus staje w polu. Gmina oficjalnie prosi MZK o przywrócenie połączeń autobusowych. Do Zawady i Krępy rusza linia 22,
do Ochli 27. W 1994 roku MZK obsługiwał 32 linie stałe i jedną nocną. 69 autobusów. Miejscowości: Wysokie, Czerwieńsk, Świdnica, Drzonków, Laski, Łężyca,
Nietków, Nowy i Stary Kisielin, Ochla, Płoty, Przylep, Racula, Słone, Wilkanów, Zatonie, Zawada, Krępa. Dziennie autobusy przejeżdżały ponad 13 tys. km,
przewożąc ok 100 tys. pasażerów., czyli miesięcznie ok. 3 mln ludzi. Zatrudniono 296 pracowników, tym 145 kierowców i 70 mechaników. W firmie zostaje
zainstalowany automatyczny system wydawania paliwa. Od tej pory kierowcy tankują automatycznie. Z kolei stacja obsługi przejmuje remontu kapitalne taboru.
Ze względu na wprowadzenie podatku VAT przestaje być opłacalne zlecanie takich napraw zakładom zewn.
|
|
![]() |
Od 1 czerwca 1994 roku Rada Miasta decyduje się na zmiany. Od tej pory
wszyscy, którzy ukończyli 70 lat mieli prawo do darmowych przejazdów (za okazaniem dowodu tożsamości). Z okazji 40 lecia dyrektor Barbara Langner pisze
w zakładowej kronice: "Jesteśmy już czterdziestolatkiem. Wiek ten upoważnia nas do dokonania retrospekcji naszej służby w życiu regionu i miasta. (...)
Zatrzymaj się i Ty na przystanku komunikacji miejskiej i pomyśl, zanim nadjedzie następny autobus". Z Funduszu Rehabilitacji Osób Niepełnosprawnych miasto
otrzymuje trzy Volkswageny busy przystosowane do przewozu osób niepełnosprawnych i przekazuje je MZK. Przewozy niepełnosprawnych odbywają się w systemie
Radio Taxi. W 1995 r. MZK dysponował 90 autobusami. w tym 36 przegubowymi. Działały 33 linie oraz jedna nocna. W kwietniu uruchomiono dodatkowe połączenie
nr 37 od ul. Wyczółkowskiego do os. Słowackiego. B. Langner narzekała wtedy na niedobór nowych autobusów, zbyt małą zajezdnię i mały plac postojów. Sytuacje
poprawił zakup 10 nowych autobusów, w tym 12-metrowych niskopodłogowców (od tego momentu zresztą MZK już nigdy nie kupiło autobusu wysokopodłogowego).
Wszystkie trzy skierowano na najbardziej obciążoną linię 7. Aby pasażerowie łatwiej je rozpoznawali, niskopodłogowe dostały nr 8. Pojawiają się też
automaty do sprzedaży biletów. Do końca roku stają cztery: przy Poczcie Polskiej, Parkingu Domu Handlowego, na pl. Powstańców Wlkp. i przy dworcu PKP.
W kwietniu w bazie MZK rusza Stacja Kontroli Pojazdów. Badane są pojazdu o dopuszczalnej masie powyżej 3,5 t. Jak mówi dyrekcja, to "nowa działalność
służąca zielonogórzanom i rozwijająca kwalifikacje pracowników MZK". We wrześniu praca w MZK zostaje doceniona. Przedsiębiorstwo zajmuje pierwsze
miejsce w konkursie "Pracodawca organizator bezpiecznej pracy".
|
|
[ Jelcz M11 na trasie ] |
[ Połowa lat 90. Autobusy w zajezdni ] |
![]() |
Z początkiem września na niektórych liniach pojawiły się
nowe wcześniej wspomniane, krótkie Jelcze. Kolejnych 5, tym razem przegubowców, przyjechało do miasta w październiku. Nowe autobusy przegubowe wyjechały na
trasę 1 listopada. Niskopodłogowce otrzymują numery 204, 205, 221 , 222, 223, oraz 161, 162, 163, 164, 165. Tymczasem na Poczcie Polskiej na Boh.
Westerplatte pojawia się nowy automat do sprzedaży biletów: "Podchodzisz w nocy, a on świeci i pokazuje aktualny czas, przyciskasz guzik, a on mówi".
Maszyna kosztuje ok 20. tys. zł. Przez miesiąc będą ją testowali zielonogórzanie. W kwietniu 1998r. MZK rozpoczął wielką wymianę biletów. Dotychczasowe
zastąpiono biletami z kodem kreskowym i ewidencją w komputerze. Operację zaplanowano na 9 miesięcy. Nowe bilety miesięczne wpasowano w specjalne etui ze
zdjęciem. Planowana cena: 1,50 zł.! kwietnia r. minibus Kapeny wjechał na "Braniborski szczyt" i po latach MZK połączyło osiedle z pozostałą częścią miasta.
Linia otrzymała nr 6. - Szkoda, że taka 1 nie jeździ komentowali pasażerowie. W styczniu 1999 roku MZK ściągnął na testy autobusy JELCZ: małego "Ediego"
- prototyp za 300 tys. zł, 12-metrową skomputeryzowaną DANĘ mieszczącą 100 osób oraz 18-metrowego niskopodłogowego przegubowca za ok. 1 mln zł. Po nich
przyjechały MAN i Neoplan. 1 grudnia MZK uruchomiło nową linię miejską 44. Autobusy tej linii kursowały we wszystkie dni tygodnia na trasie: ul.
Wyspiańskiego - Staszica - dworzec PKP - Boh. Westerplatte - al. Wojska Polskiego - Dąbrówki - 1 Maja - Jaskółcza - Botaniczna - Nowojędrzychowska -
Wierzbowa do pętli na Jędrzychowie. Przy okazji zmodyfikowano rozkład jazdy linii 0 i 29. W kwietniu następuje reorganizacja linii MZK. MZK chce lepiej
wykorzystać autobusy, rozładować tłok pomiędzy przystankami w centrum miasta. Z kolei na peryferia wiele autobusów jeździ niemal pustych. Zmienia się
mapa zakładów pracy. Komunikacja musi się do tego dostosować. stąd zmiany. Autobus linii 36 zamiast na pętlę przy ul. Wyspiańskiego jedzie na os. Pomorskie.
Na linię 21 zamiast dwóch wyjeżdżają trzy autobusy. Zmniejsza się częstotliwość kursowania linii 8. Zlikwidowana zostaje linia nr 16, bo jej kursy pokrywają
się z linia 26 (łącząca os. Pomorskie z ul. Naftową). Zmiany dotyczą też linii podmiejskich. Znika 24 z Czerwieńska do pętli na os. Pomorskie i 31 z Nietkowa
do ul Wrocławskiej. Zastępuje je 32.
|
[ Autobusy niskopodłogowe. Na pierwszym planie Jelcz z otwartą rampą dla wózków ] |
[ MAN na pętli przy ul. Wrocławskiej ] |
[ Zdjęcia z happeningu komunikacyjnego ] |
Źródło: Tekst pochodzi z książki 50 lat Komunikacji Miejskiej w Zielonej Górze wydanej w czerwcu 2004 autorstwa Waldemara Gruszczyńskiego i
Agnieszki Stawiarskiej.